Joe, nowotwór w stanie terminalnym i witamina C

Poniższa historia opisuje doświadczenia jednego z autorów (A.W.S.) z pacjentem chorym na raka, który przyjmował wysokie dawki witaminy C:

Joe chorował na raka płuc w stadium terminalnym. Nieustannie kaszlał krwią. Spotkałem się z nim w salonie jego podmiejskiego domu, ponieważ był zbyt słaby, żeby stawić się w moim gabinecie, a w zasadzie zbyt słaby, żeby nawet wstać z fotela. Tam właśnie rozgrywało się obecnie całe jego życie, dniem i nocą. Nie mógł chodzić, a ból, który odczuwał, był zbyt wielki, żeby móc się położyć. Sypiał więc w fotelu. Nie chciał nic jeść, ale wciąż pragnął żyć i był gotowy wypróbować także witaminy, jeśli jakoś  mogło to poprawić jego stan.

Było to w październiku, a w trakcie naszej rozmowy za oknem spadały pomarańczowe i jaskrawożółte liście. Praca z umierającymi nigdy nie należy do łatwych. Ucząc się psychiatrii w bostońskim szpitalu Brigham, miałem styczność z wieloma osobami w ostatnim stadium życia. Wtedy tylko słuchałem i patrzyłem. Teraz – wysłuchałem, popatrzyłem i zaproponowałem witaminę C.

Jak dużo? – wychrypiał Joe.

Tyle, ile zdoła przyjąć człowiek w takich okolicznościach – odpowiedziałem. Objaśniłem mu zasadę progu tolerancji jelit i odpowiedziałem na typowe pytania zadawane przez jego bliskich. Większość pytała o skuteczność leczenia. Niektórzy wykazywali zrozumiały sceptycyzm, inni z kolei przyjęli pełen wsparcia optymizm. Na pewno warto wypróbować witaminę C, biorąc pod uwagę, jak bardzo chory jest Joe. Wszyscy się zgodzili, że Joe nie ma nic do stracenia.

Na stoliku obok fotela mężczyzny postawiono dzbanek wody i butelkę kryształków witaminy C. W kilka dni Joe przestał kaszleć krwią. Już samo to byłoby satysfakcjonujące, ale po tygodniu nadeszły kolejne dobre wieści. Żona Joego powiedziała, że wrócił mu apetyt, a on sam mógł już kłaść się do łóżka. Sypiał dużo lepiej i mniej cierpiał. Wielokrotnie widywałem znaczną ulgę w bólu i ogromną poprawę jakości snu u pacjentów w stadium terminalnym, którzy zażywali duże ilości witaminy C. Nawet jeśli nie przynosiła żadnych innych skutków, te argumenty przemawiały za jej stosowaniem.

Jakiś tydzień później Joe mógł spacerować po domu o lasce, a nawet wyjść do ogródka. Żona w dość emocjonalny sposób opisała mi jego postępy. W głębi duszy czuła, że Joe raczej nie wyzdrowieje z tak zaawansowanego stadium raka. I ostatecznie nie wyzdrowiał. Ale przedłużył swoje życie i niezwykle poprawił jego jakość dzięki witaminie C.

Ile jej zażywał? Około 4000 mg co pół godziny, kiedy nie spał, w dzień i w nocy. Dochodził do 100 000 mg dziennie. Nigdy nie dostał biegunki. Wraz z upływem czasu i zwiększaniem się naszej wiedzy zaczynamy rozumieć, że korzystne efekty działania witaminy C u pacjentów chorych na raka można jeszcze spotęgować, jeśli połączy się ją z innymi substancjami odżywczymi. Witamina C jest najskuteczniejsza, jeśli napędza reakcje redukcji w synergii z innymi składnikami, takimi jak np. kwas alfa-liponowy czy witamina K3. Gdybyśmy wiedzieli o tym wcześniej, prawdopodobnie Joe mógłby żyć dłużej i czuć się jeszcze lepiej.

Fragment pochodzi z książki Steve Hickey’a i Andrew Saul’a – Witamina C: historia prawdziwa