Naturalne cykle życia – przypływy i odpływy

Kiedy nie mamy kontaktu z rytmami życia, wszelkie zmiany napełniają nas przerażeniem. Pozostajemy zbyt długo w sytuacjach, które nie są dla nas korzystne albo gorączkowo rzucamy się z miejsca na miejsce, starając się pokonać lęk przez wywołanie na siłę zmian, zanim nadejdzie ich właściwa pora. Zamieszczona poniżej historia Maryanne, która czasem przychodzi do mnie po poradę, pokazuje jak bardzo transformujące może być dla kobiety zaprzyjaźnienie się z jej naturalnymi przypływami i odpływami.

Maryanne przypomina kobietę Wikinga z mojego ojczystego kraju, Norwegii. Jest wysoka i silna, ma długie, gęste włosy koloru siana i zazwyczaj emanuje taką energią, dzięki której mogłaby siłować się z niedźwiedziem. Jednak pewnego listopadowego popołudnia, bardzo szarego i deszczowego, siedziała przede mną i prawie nie miała siły utrzymać prosto głowy. Łzy płynęły po jej bladych policzkach i dmuchając noc, mamrotała – To nie ja. Jestem taka wykończona, a ja taka nie jestem. Znad stosu chusteczek patrzyła na mnie z rozpaczą. Nie wiem co się dzieje – powtarzała.

Niedawno odwiedziła swojego rodzinnego lekarza, który nie znalazł żadnych fizycznych przyczyn jej stanu. Zasugerował antydepresanty. Choć w tamtym momencie Maryanne była naprawdę zrozpaczona, podziękowała  za tabletki.

Wiem, że jest tu coś, co mam zrozumieć– mówiła – ale zupełnie nie mam pojęcia co to może być. Jestem jak we mgle. A to, według mnie, doskonałe miejsce, żeby zacząć, więc zakasałyśmy rękawy i wyruszyłyśmy w odważną podróż powrotną do jej wewnętrznej mądrości.

Maryanne jest matką trzech dziewczynek, w wieku od trzech do trzynastu lat, jest także utalentowanym doradcą rodzinnym. Zarówno ona jak i jej, o dwanaście lat młodszy, mąż aktywnie działają na rzecz ochrony lokalnego środowiska i obydwoje z zapałem chodzą po górach. Maryanne jest osobą, do której możesz zadzwonić w środku nocy – faktycznie wiele osób tak robi – i zawsze liczyć na to, że będzie w pełni przytomna, żeby cię wysłuchać.

Rozmawiałyśmy o rytmach. Chociaż Maryanne poświęcała tak dużo energii na ochronę przyrody, nie zwracała szczególnej uwagi na to, jak pory roku wpływają na rytmy jej własnego ciała. Mówiłyśmy chwilę o stadzie dzikich gęsi, które odleciały z okolicy tydzień wcześniej, o coraz bardziej ponurej pogodzie, o deszczu za oknem. Zadumałyśmy się nad spadającymi liśćmi i zapierającym dech w piersiach pięknie kolorów, które widziałyśmy w październiku. W czasie rozmowy zauważyłam, że całe jej ciało zmieniło się i odprężyło … i powiedziałam jej o tym. Jej oczy znów napełniły się łzami, ale teraz był to inny rodzaj łez. Maryanne zaczęła opowiadać, jak będąc dzieckiem uwielbiała biegać po lesie i słuchać wiatru grającego w koronach drzew. Kochałam wiatr, przemawiał do mnie. Spojrzała na mnie, jakby onieśmielona.

Potem rozmawiałyśmy o fazach księżyca i o tym, jak menstruacja jest dla kobiety czasem na oczyszczenie i odpoczynek. Wyglądała na  nieco zdezorientowaną i przyznała, że nigdy wcześniej nie myślała o tym w ten sposób.  W rzeczywistości, miała zaburzony cykl dnia i nocy, co większość z nas zna dobrze. Mamy sztuczne oświetlenie, które może utrzymać nas na nogach przez całą noc. Przyznała, że nie sypia najlepiej.

Przyjrzałyśmy się na głębiej jej życiu i zaczęłyśmy badać jej kobiece rytmy.

Przez następny miesiąc Maryanne miała za zadanie każdego dnia pisać dziennik, notując swój poziom energii, to jakie pojawiały się myśli oraz czy czuła się zmotywowana do działania albo jak bardzo pragnęła odpoczynku. Miała także zapisywać, na ile słucha swojego ciała i jak często je ignoruje.

Spotkałyśmy się ponownie miesiąc później. Na dworze padał już śnieg, a ona usiadła przede mną z zaróżowionymi policzkami i miękkością, jakiej nie widziałam u niej od dawna. Czuję się bardziej jak kobieta – powiedziała. Czuję, że ten proces połączył mnie z czymś pierwotnym, czymś większym ode mnie. Czuję się jak mistyczka.

Pomimo, że wciąż było wiele obszarów, w których nie do końca szanowała swoje cykle, uświadomiła sobie, że zima jest dla niej czasem, aby bardziej zanurzyć się w sobie i więcej odpoczywać. Kiedy pozwoliła sobie na to, odkryła źródło energii, które pochodziło z zupełnie innego miejsca, niż automatyczne „działanie”, przez które wcześniej  była zniewolona. Na początku jej dzieci protestowały, że mama przestała być dostępna na skinięcie palcem. Ale w niedługim czasie, odkryły nową mamę, taką, do której mogły się przytulać i przebywać w zupełnie nowy sposób. W czasie tego procesu Maryanne i jej mąż,  zdali sobie sprawę, że cieszą ich inne rodzaje aktywności, żeby nie wspomnieć o ich ilości, a przez uszanowanie tych rozbieżności odkryli różnice, które przydały smaku ich relacji. Mąż zauważył, że stała się bardziej tajemnicza i ponętna. Promieniowała kobiecą mądrością, co sprawiło, że uznał i uszanował ją w nowy sposób.

 

Fragment pochodzi z książki Chameli Gad Ardagh – Kobiecość